Nasz protest zadziałał! Parlament Europejski odcina się od treści prezentacji „The Hate Review”

by FUNDACJA JZN
Parlament Europejski odpowiedział na protest Federacji Życia skierowany do przewodniczącej Roberty Metsoli. Instytucja wyjaśniła, że nie autoryzuje wydarzeń organizowanych przez europosłów ani nie popiera prezentowanych podczas nich treści i poglądów. Tymczasem Forbidden Colours opublikowało w całości nasze Right of Reply i zaczęło tłumaczyć się z języka „skażenia”, „infekcji” i „dekontaminacji Europy”. Federacja zapowiada dalsze działania.

„Nie jesteśmy skażeniem Europy. Jesteśmy europejskimi obywatelami” – tymi słowami Polska Federacja Ruchów Obrony Życia odpowiedziała na raport The Hate Review, zaprezentowany 12 października w Parlamencie Europejskim.

20 października wydawca raportu, Forbidden Colours, potwierdził publikację stanowiska Federacji w pełnym brzmieniu. Dwa dni później nadeszła również odpowiedź Parlamentu Europejskiego na pismo L.dz. 335/2026 skierowane do jego przewodniczącej.

– Nie pozwolimy, by Europa była urządzana według zasady: kto myśli inaczej, ten jest skażeniem. Federacja od dziesięcioleci pokojowo broni życia dzieci przed narodzeniem i wspiera potrzebujących. Nie godzimy się na przedstawianie naszej obecności w europejskim społeczeństwie jako objawu choroby – mówi Jakub Bałtroszewicz, prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia.

Parlament Europejski odpowiada: nie autoryzujemy i nie popieramy treści

W odpowiedzi z 22 października jednostka Citizens’ Enquiries Unit (AskEP), działająca w związku z pismem do Roberty Metsoli, wyjaśniła, że europosłowie mogą organizować wydarzenia w udostępnianych im salach bez wcześniejszej zgody oficjalnych organów PE. Za ich przebieg oraz wyrażane poglądy odpowiadają organizujący je posłowie.

Parlament Europejski jako instytucja „ani nie autoryzuje takich wydarzeń, ani nie popiera ich treści czy poglądów podczas nich wyrażanych” – czytamy w odpowiedzi (tłumaczenie własne).

To formalne odcięcie się od instytucjonalnej odpowiedzialności za treść prezentacji, nie zaś merytoryczne potępienie raportu. Gospodarzem wydarzenia był europoseł Marc Angel z grupy Socjalistów i Demokratów (S&D).

– To ważne wyjaśnienie. Kiedy w murach Parlamentu Europejskiego organizuje się prezentację raportu opisującego legalne organizacje obywatelskie językiem skażenia, mamy prawo pytać, kto odpowiada za taki przekaz. Parlament nie utożsamia się z treścią wydarzenia. Teraz oczekujemy odpowiedzi od tych, którzy zdecydowali się ten raport promować – podkreśla Bałtroszewicz.

Forbidden Colours tłumaczy się: „to tylko metafora”

Raport obejmuje 47 państw. Wśród wskazanych organizacji są Polska Federacja Ruchów Obrony Życia i europejska Federacja ONE OF US. Jego autorzy mówią o „skażeniu” (contamination), „obciążeniu wirusowym” i „przewlekłej infekcji”, a w zakończeniu postulują „dekontaminację Europy” przez stopniowy demontaż podmiotów ruchu, ich mobilizacji i narracji.

13 października Forbidden Colours zamieściło wyjaśnienie, według którego chodzi jedynie o pojęcia metodologiczne, a nie o piętnowanie ludzi czy organizacji. Wydawca zapewnia również, że nie popiera przemocy ani prześladowań. W ocenie Federacji pośpieszne tłumaczenia były reakcją na sprzeciw wobec zastosowanego języka.

– Kiedy autorzy zaczęli tłumaczyć, że chodzi tylko o metafory, odniosłem wrażenie, że zorientowali się, jak daleko posunęli się w swoim języku. Można to nazwać nerwową reakcją. Skoro za miarę „skażenia” uznają obecność organizacji społecznych, to co ma oznaczać ich „demontaż”? Nie da się uciec od tego pytania, zasłaniając się metodologią – komentuje prezes Federacji.

Czy w europejskiej debacie obowiązują dwa standardy?

Forbidden Colours krytykuje porównywanie osób LGBT+ do chorób czy wirusów, a równocześnie samo posługuje się metaforami epidemii, opisując ruch obejmujący pokojowe organizacje pro-life. Nie są to sytuacje identyczne, ale nie usuwa to pytania o konsekwencję i odpowiedzialność za język.

– Nie odmawiam nikomu prawa do krytyki naszych przekonań. Sam potrafię ostro spierać się o sprawy fundamentalne. Ale czym innym jest spór o prawo i wartości, a czym innym przedstawianie obywatelskiej aktywności jako skażenia, z którego Europę trzeba oczyścić. Pluralizm musi obejmować także tych, z którymi się nie zgadzamy – mówi Bałtroszewicz.

W polskim rozdziale raportu nie postawiono Federacji zarzutu przemocy ani nielegalnej działalności. W 2012 roku Parlament Europejski uhonorował ją Europejską Nagrodą Obywatelską. Dziś ta sama organizacja musi bronić swojego prawa do pokojowego udziału w debacie.

Sprzeciw ma już wymiar europejski

Sprzeciw wobec „The Hate Review” rozlega się także poza Polską. Już 12 października współprzewodniczący grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) Nicola Procaccini potępił sposób przedstawiania organizacji broniących życia i rodziny, określając raport jako „ideologiczną listę proskrypcyjną”. Europosłowie Carlo Fidanza i Paolo Inselvini nazwali prezentację poważnym atakiem na pluralizm. Są to oceny polityków, ale pokazują, że protest przeciw językowi raportu ma wymiar europejski.

Według informacji udostępnionej 21 października przez ADF International holenderski europoseł Bert-Jan Ruissen poruszył tę sprawę na forum plenarnym PE, a przewodnicząca Roberta Metsola miała zapowiedzieć, że jej się przyjrzy. Nie jest to jeszcze decyzja ani wynik postępowania wyjaśniającego. Federacja oczekuje, że za zapowiedziami pójdą konkretne odpowiedzi.

– Ten sprzeciw nie jest już głosem jednej organizacji. Coraz wyraźniej widać, że sprawa dotyczy standardów europejskiej debaty. Jeśli legalne organizacje broniące życia można opisywać jako skażenie, to problem dotyka nie tylko nas, ale całego społeczeństwa obywatelskiego. Parlament Europejski powinien być miejscem pluralizmu, a nie stygmatyzacji – podkreśla Jakub Bałtroszewicz.

Nie wycofamy się z europejskiej debaty

Forbidden Colours analizuje również osobny wniosek Federacji o sprostowanie błędnej angielskiej nazwy i wyjaśnienie podstaw jej klasyfikacji. Zapowiedziało przegląd języka raportu. Federacja oczekuje konkretnych wyników, a nie tylko zapewnień o dobrych intencjach.

– Niech nikt nie oczekuje, że przeprosimy za obronę życia. To nie obrońcy życia mają tłumaczyć się z korzystania z demokratycznych praw. Europa nie potrzebuje dekontaminacji z organizacji pro-life. Potrzebuje szacunku dla każdego człowieka, również tego, który nie zdążył się jeszcze narodzić – podsumowuje Jakub Bałtroszewicz.

Źródła i dokumenty

Fot. CC-BY-4.0: © European Union 2026– Source: EP

You may also like

Facebook