Interes aborcyjny w Holandii

by FUNDACJA JZN
Niewielki kraj położony w zachodniej części Europy, a jednak znaczący w niechlubnym procederze zabijania nienaradzonych dzieci. To tam przyjeżdżają cudzoziemki  skuszone proaborcyjną propagandą i rzekomą pomocą uciśnionym kobietom, a tymczasem jest to miejsce, gdzie przez kliniki aborcyjne płyną ogromne pieniądze. Gdzie nie liczy się człowiek, a jedynie zysk. Jak podkreśliła Magdalena Guziak-Nowak w rozmowie z portalem Radia Maryja – „promocja aborcji w Holandii to żadna pomoc dla polskich kobiet. To model biznesowy uzgodniony przez aktywistki na amsterdamskim festiwalu dla feministek w 2017 roku”.

Holandia to kraj, który posiada bardzo liberalne przepisy dotyczące tzw. aborcji. Zabieg zabicia poczętego dziecka można tam dokonać do 24. tygodnia ciąży.

– Warto przypomnieć, że z pomocą lekarzy wcześniaki z 24. tygodnia ciąży mogą przeżyć. Prawo aborcyjne obowiązuje od 1984 roku, ale pierwsze kliniki aborcyjne w Holandii powstały dużo wcześniej, bo już w 1971 roku – przypomniała Magdalena Guziak-Nowak.

Ze względu na tzw. późne aborcje, bo dokonywane jeszcze w II trymestrze ciąży, Holandia stała się miejscem turystyki aborcyjnej.

– Stało się to już w latach ’80. Przyjeżdżały do niej kobiety z całej Europy m.in. z Belgii, Francji i Niemiec. Liczba aborcji wśród Holenderek w tym okresie systematycznie rosła. Obecnie rocznie aborcji poddaje się ok. 29 tys. holenderskich kobiet, a rodzi się ok. 180 tys. dzieci. Oznacza to, że co siódme poczęte dziecko jest w tym kraju zabijane – wskazała sekretarz zarządu Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Jednak obecnie skala turystki aborcyjnej przedstawia się zupełnie inaczej.

– Z oficjalnych danych wynika, że na przestrzeni kilkudziesięciu lat liczba cudzoziemek decydujących się na aborcję w Holandii widocznie spadła z 20 tys. aborcji w 1995 roku do kilku tysięcy aborcji rocznie obecnie – wyjaśniła Magdalena Guziak-Nowak.

A na czym polega turystyka aborcyjna? Kobieta, która chce zabić swoje nienarodzone dziecko, wyjeżdża do kraju, w którym jest to możliwe. Wystarczy, że wpisze kilka słów w wyszukiwarkę internetową i od razu pojawiają się strony klinik, które takie usługi wykonują. Dokładna instrukcja, telefon, to wszystko na wyciągnięcie ręki. Wystarczą pieniądze i o te pieniądze głównie chodzi. Zysk jest tu najważniejszy. Po zmianie prawa w Polsce, kiedy nie można już w polskich szpitalach przeprowadzać tzw. aborcji eugenicznych, środowiska lewicowe rozpoczęły nachalną promocję Holandii jako „raju aborcyjnego”.

– To nie nowość – może pamiętacie Państwo holenderski statek, na którym dokonywano aborcji, a który przypłynął do nas już w 2003 roku? Naiwnością byłoby sądzić, że wysyłanie polskich kobiet do holenderskich klinik po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, jest spontaniczną, oddolną akcją i zbiegiem okoliczności. Polska sytuacja jest tylko małym puzzlem w wielkiej, aborcyjnej układance – przypomniała sekretarz zarządu Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Jak podkreśliła Magdalena Guziak-Nowak, holenderskie kliniki już w 2017 roku planowały promocję i przejęcie klientów brytyjskich.

– Przewidywano, że po brexicie dostęp do aborcji dla cudzoziemek będzie na Wyspach utrudniony. Proszę sobie wyobrazić, że już 4 lata temu zauważono, że można na tym zarobić niemałe pieniądze. Stawka była naprawdę wysoka, bo do Wielkiej Brytanii podróżowało prawie 4 tys. kobiet rocznie. Jeśli koszt jednej aborcji wynosił średnio 1000 euro, to w przypadku 4000 aborcji mówimy o kwocie 4 milionów euro do przejęcia. Promocja aborcji w Holandii to żadna pomoc dla polskich kobiet. To model biznesowy uzgodniony przez aktywistki na amsterdamskim festiwalu dla feministek w 2017 roku – dodała.

W samej Holandii sytuacja też nie wygląda najlepiej. Toczy się tam walka między klinikami aborcyjnymi a lekarzami pierwszego kontaktu, którzy chcą przejąć rynek aborcji farmakologicznej – zaznaczyła sekretarz zarządu Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

– Do tej pory można je wykonać tylko w szpitalach i klinikach, ale lekarze domagają się prawa do przepisania tabletek poronnych w gabinetach – zwróciła uwagę rozmówczyni Radia Maryja.

Holandia nie poprzestaje jednak na obecnym prawie aborcyjnym. Parlament tego kraju chce zniesienia tzw. pięciu dni do namysłu. Na czym jednak ta zasada polega?

– Holenderskie prawo wymaga pozostawienie kobiecie 5 dni do namysłu między wizytą, na której omawia z lekarzem chęć wykonania aborcji, a samą aborcją. Prawo to uchwalono, aby chronić kobiety, a nie utrudniać im dostępu do aborcji. Wprowadzono je, aby chronić kobiety przed przymuszaniem do aborcji przez partnerów, rodzinę, przez gangi zmuszające kobiety do prostytucji. Ale środowiska proaborcyjne nawet tę niewielką ochronę chcą kobietom zabrać. Co mówią? Że Polek nie stać na zamieszkanie na tydzień w Holandii. Że namysł jest tu zbędny, bo aborcja to zabieg jak wyrwanie zęba. Jednak w rzeczywistości i tutaj także chodzi o pieniądze – zaznaczyła Magdalena Guziak-Nowak.

Klinki zabijające nienarodzone dzieci już nawet nie kryją, czym się kierują. Zależy im na interesie.

– Kiedy kliniki tracą dochody z powodu wzrastającej popularności aborcji farmakologicznej, szukają jak najwięcej zagranicznych klientek. Mirella Buurman, lekarz ogólny w Amsterdamie, powiedziała w styczniu dla jednej z największych gazet w Holandii , dziennika „de Volkskrant”: „Tak, klinikom aborcyjnym grozi utrata sprzedaży, jeśli wszyscy lekarze zaczną przepisywać pigułkę aborcyjną. Jest to uzasadniona obawa, dla której musimy znaleźć rozwiązanie.”

– Osoby promujące kliniki w Holandii to raczej rodzaj agentów handlowych niż osoby działające na rzecz praw kobiet. Przyglądając się aktywnym grupom proaborcyjnym, które z tak wielką energią promują zabijanie, nie trzeba pytać, komu chcą pomóc. Warto zapytać: Kto na tym zarobi? – zwróciła uwagę Magdalena Guziak-Nowak.

Na wprowadzeniu tzw. aborcji nigdy się nie kończy. Zabijanie nienarodzonych dzieci to urabianie gruntu pod eutanazję, a Holandia jest tego niechlubnym przykładem.

– Nazywam to marszem eugenicznym. Na całym świecie schemat jest ten sam. Najpierw legalizujemy zabijanie dzieci w przypadku zagrożenia zdrowia matki. Potem rozszerzamy aborcję na dzieci poczęte w wyniku gwałtu i podejrzane o choroby. Dalej wprowadza się aborcję z przyczyn społecznych, potem na życzenie. Wreszcie nadchodzi czas na eutanazję starców i zaraz potem – dzieci. Hasło „Moje ciało, moja sprawa” tak głęboko przenika myślenie ludzi, że chcą mieć całkowitą kontrolę nad swoim życiem, także w kwestii śmierci. Popatrzmy na kalendarium eugeniki w Holandii – tu akurat ten proces postępował jeszcze szybciej – podkreśliła sekretarz zarządu Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Dlatego trzeba się zastanowić, czy tego chcemy w Polsce?

Anita Suraj-Bagińska
Źródło: radiomaryja.pl

You may also like

Facebook