S. Samuela o Domu Samotnej Matki w Matemblewie: Staramy się dodawać odwagi i nadziei

by FUNDACJA JZN
– Naszym zadaniem jest towarzyszyć mamom i stworzyć namiastkę rodzinnego środowiska. Kiedy czują, że jesteśmy blisko i jesteśmy dla nich, to pomaga podejmować im kolejne życiowe zadania – mówi s. Samuela Ciesielska CSS, która od 20 lat pracuje w Domu Samotnej Matki Caritas im. bł. Gwidona z Montpellier w Gdańsku-Matemblewie.

 

Jaka jest historia Domu Samotnej Matki w Gdańsku-Matemblewie?

Inicjatorem budowy Domu był ks. Kazimierz Krucz. Ta idea pojawiła się w jego sercu w latach 80. Rozpoczął wówczas budowę kościoła i domu w Matemblewie, gdzie kilka lat później został proboszczem nowoutworzonej parafii Matki Bożej Brzemiennej. Ks. Krucz pierwszą mamę przyjął tu 11 listopada 1989 roku.

I to on sprowadził do Matemblewa Siostry Kanoniczki Ducha Świętego de Saxia?

Ks. Kazimierz Krucz miał wielkie pragnienie odnowienia wygasłego w Polsce Zakonu Ducha Świętego, stąd charyzmat duchacki był mu bardzo bliski. Poza tym zależało mu, żeby w Domu Samotnej Matki posługiwały siostry, których charyzmatem jest właśnie obrona życia, pomoc dzieciom, mamom i tak dalej. Uzyskał pozwolenie od przełożonych wyższych i w 1993 roku zaczęłyśmy pracę w Matemblewie.

Dom Samotnej Matki w Matemblewie nosi też imię bł. Gwidona z Montpellier – założyciela zgromadzenia sióstr duchaczek.

Kiedy bł. Gwidon pod koniec XII wieku zakładał kolejne domy we Francji czy Rzymie, zawsze miał na uwadze troskę o najbardziej potrzebujących – samotną mamę i dziecko, chorych i bezdomnych. To przy jednym z takich domów Zakonu Ducha Świętego w Rzymie powstało pierwsze okno życia. To dla nas znak, że to dzieło także dziś należy kontynuować w takiej formie.

No właśnie, bo przy Domu w Matemblewie znajduje się także okno życia.

W ciągu 15 lat funkcjonowania okna życia uratowano siedmioro dzieci, które później trafiły do adopcji. Kilkoro rodziców przychodzi do nas z dziećmi uratowanymi właśnie tutaj. To jest bardzo wzruszające, kiedy widzimy, że te dzieci mają kochające rodziny.

Jak na co dzień funkcjonuje Wasz Dom?

W tej chwili możemy przyjąć 15 mam i troszkę więcej dzieci. Ale planowana jest rozbudowa, bo potrzeby są coraz większe i nie zawsze możemy przyjąć wszystkie mamy, które się do nas zgłaszają. Są już projekty i niektóre pozwolenia – mamy nadzieję, że rozbudowa ruszy już jesienią. Obecny czas pokazuje nam, że trzeba podjąć działania, żeby mamy mogły trafiać do nas i bezpiecznie urodzić dziecko, podjąć jakąś terapię a potem samodzielne życie.

Jak długo taka mama może przebywać w Domu Samotnej Matki?

Zgodnie ze statutem jest to rok, ale bardzo często ten czas jest wydłużany ze względu na to, że mama nie zdążyła się usamodzielnić, albo podjęła jakąś terapię czy rozpoczęła jakiś kurs – wtedy staramy się umożliwić jej jego dokończenie. Ponieważ współpracujemy z gdańskimi i innymi pomorskimi ośrodkami pomocy społecznej, to z nimi ten czas pobytu jest ustalany, ale zawsze tak, żeby panie bezpiecznie mogły opuścić naszą placówkę i rozpocząć samodzielne życie.

W jakich życiowych okolicznościach trafiają do Sióstr mamy?

Najczęściej trafiają do nas osoby bezdomne – mieszkające na działkach albo pod namiotem… Jest XXI wiek, a te kobiety nie mają zapewnionych podstawowych potrzeb, a w ciąży powinny być przecież otoczone szczególną troską. Drugą grupę stanowią panie, które doświadczały przemocy. Dom jest dla nich miejscem izolacji od przemocowych partnerów, w którym mogą odzyskać siły i leczyć traumę. W tych przypadkach trzeba dużo wysiłku, by zarówno te mamy, jak i ich dzieci odzyskały jakiś rodzaj stabilizacji. Ale trzeba zaznaczyć, że to się udaje, potrzeba tylko dużo czasu i cierpliwości do takich osób, które nie zawsze od razu są gotowe na to, żeby przyjąć jakąś propozycję z naszej strony.

Zdarzają się też osoby, które w różnych okolicznościach nagle tracą środki do życia – mieszkanie czy pracę. Bywa, że te osoby nie potrzebują roku, żeby stanąć na nogach, bo jeżeli chodzą do pracy a ich dziecko jest w żłobku, to potrzebują od nas interwencyjnej pomocy i po paru miesiącach wracają „na swoje”.

Każda historia jest inna.

Dlatego z każdą mamą realizujemy indywidualny plan działania. Gdy do nas przychodzą, ustalamy, co po kolei dana kobieta powinna wykonać, w czym jest samodzielna, a w czym potrzebuje wsparcia. Nigdy nie wysyłamy żadnej kobiety na siłę do pracy – one same muszą poczuć, że są na to gotowe. Ale my zachęcamy, żeby próbowały. Staramy się też dodawać im odwagi i nadziei. Naszym zadaniem jest im towarzyszyć i stworzyć namiastkę rodzinnego środowiska. Kiedy czują, że jesteśmy blisko i jesteśmy dla nich, to też im pomaga podejmować kolejne życiowe zadania. Poza nami – siostrami jest cały zespół, który działa na rzecz dobra tych mam i ich dzieci – terapeuta, psycholog, pedagog, pracownik socjalny.

Jak to się robi, żeby w takim miejscu poczuć namiastkę domu rodzinnego?

„Namiastka” – to dobre słowo, bo przecież dom samotnej matki jest placówką opiekuńczą. Ale chcemy być blisko nich, do tej całej trudnej rzeczywistości dodać miłości. Staramy się, żeby miały poczucie, że są tutaj chciane, wiele rzeczy robimy razem – od prostych prac kuchennych, przez codzienne spotkania i rozmowy aż po święta – nigdy nie zostawiamy ich samych.
Dbamy też o aspekt duchowy. Przygotowujemy katechezy, one mają możliwość spotkania z kapłanem. Stwarzamy możliwość duchowego rozwoju a często odkrywania korzeni wiary, bo one są, ale często głęboko zakopane albo bardzo zaniedbane. To wszystko sprawia, że one stają się silniejsze. Doświadczamy tego na co dzień, jak one lgną do tego, co im się tutaj daje – do tego ciepła i miłości. Zależy nam na tym, żeby odczuły, że mimo że są w placówce, to nie obowiązują tu tylko nakazy i zakazy, ale chcemy przede wszystkim dla nich dobra i rozwoju.

Dom w Matemblewie działa od ponad trzydziestu lat. Jak wielu mamom udało się pomóc?

Około dwóm tysiącom.

Siostry mają z nimi kontakt?

Często tak, bo nadal potrzebują pomocy – przyjeżdżają do nas np. po mleko dla dziecka czy pieluszki albo zwyczajnie porozmawiać. Czasami przyjeżdżają opowiedzieć, że u nich wszystko dobrze, że mają mieszkanie i pracę. Bywa i tak, że nie mogą do nas przyjechać, bo mieszkają gdzieś dalej, to wtedy dzwonią i piszą. Wówczas staramy się wspierać je wysyłając paczki. Niestety są też takie sytuacje, że coś w ich życiu ponownie nie wyszło i wracają do nas, ale najczęściej wówczas na krótką chwilę.

Czyli wiedzą, że jest takie bezpieczne miejsce, do którego mogą wrócić…

One mówią o tym, że jak do nas przyjadą na rozmowę czy zadzwonią, to czują się mocniejsze. My też co jakiś czas organizujemy – na przykład na Dzień Dziecka czy na Dzień Mamy – spotkania z mamami, które u nas były. To jest ważne i dla nas, bo wiemy jak one funkcjonują, dla nich, bo mają świadomość, że ktoś o nich ciągle pamięta, a mamy, które są w naszym domu dostaję nadzieję na przyszłość.

Powiedziała Siostra, że Dom w Matemblewie jest rozbudowywany, bo nie zawsze możecie przyjąć wszystkich, którzy tego potrzebują. Skąd takie potrzeby w XXI wieku?

Współczesne społeczeństwo, młodzież a zwłaszcza partnerzy nie są osobami odpowiedzialnymi. Kobiety szukają szczęścia i miłości, ale nie zawsze potrafią dobrze wybierać. Ich partnerzy dają poczucie bezpieczeństwa tylko na chwilę, a gdy pojawia się dziecko, nie chcą brać odpowiedzialności za całą rodzinę. Dużo jest też alkoholizmu, narkomanii, przemocy. Mamy, które do nas przychodzą czują się niekochane i odrzucone przez najbliższych.

Dom Samotnej Matki w Matemblewie funkcjonuje przy Sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej.

Od 1769 roku jest tutaj kapliczka z figurą Matki Bożej. Ożywienie kultu nastąpiło, gdy ks. Kazimierz Krucz przybył tu z sąsiedniej parafii Brentowo i postanowił wybudować kościół i dom samotnej matki. Od tego momentu Matemblewo jest samodzielną parafią. Początkowo to parafia prowadziła Dom. Od 2012 roku nasza placówka prowadzona jest przez Caritas Archidiecezji Gdańskiej.

To jedno z niewielu przedstawień Matki Bożej w stanie błogosławionym.

To Ona czuwa nad tym miejscem, od Niej uczymy się macierzyństwa i w jaki sposób przekazywać je mamom. Bardzo często jesteśmy z naszymi paniami na wzgórzu przy figurze i pewne rzeczy omawiamy z Maryją, żeby te dziewczyny doświadczyły Jej matczynej opieki.

Matemblewo jest też miejscem, w którym rodzice proszą o potomstwo.

Ósmego dnia każdego miesiąca w sanktuarium jest modlitwa o dar poczęcia. Przyjeżdżają tutaj ludzie z całej Polski. Matka Boża czyni cuda i dzieci się rodzą. Rodzice z tymi wyproszonymi dziećmi przyjeżdżają później do sanktuarium i składają swoje świadectwo.

Jakie znaczenie dla Siostry jako osoby konsekrowanej, ma praca w takim miejscu?

Miejsca pracy, gdzie są osoby potrzebujące pomocy nie zamieniłabym na żadne inne. To jest moje powołanie. Z wykształcenia jestem pielęgniarką i zawsze miałam w sercu pragnienie, żeby być z drugim człowiekiem, towarzyszyć mu w różnych sytuacjach. Przez 15 lat pracowałam w szpitalu na oddziale dziecięcym. Moje pragnienie spełnia się przez całe życie zakonne. Bardzo się cieszę, że jestem z drugim człowiekiem, zwłaszcza z tym, który jest czasem pogubiony, który potrzebuje miłości i serca.

Nie ukrywam też, że to jest praca trudna, dlatego żeby jej sprostać, człowiek musi być najpierw napełniony Bogiem, przez modlitwę, dzięki obecności Maryi. To daje mi moc, żeby towarzyszyć ludziom w ich problemach.

Rozmawiał Przemysław Radzyński / PFROŻ
Fot. Dom Samotnej Matki Caritas Archidiecezji Gdańskiej

You may also like

Facebook