Jak ocalić kobietę i dziecko od aborcji?

by

„Większość aborcji nie jest wynikiem wyboru, lecz przymusu[1]„.

 

Badania przeprowadzane w USA pokazują, że 64% aborcji nie jest wynikiem wolnej decyzji kobiety, lecz dokonywanych jest pod przymusem[2]. W 64 przypadkach na 100 kobieta wcale nie chce zabijać swego dziecka, lecz nie widzi innego wyjścia z trudnej sytuacji. Ciężarna kobieta zamiast wsparcia otrzymuje jednoznaczną propozycję: „pozbądź się tego”. Źródłem nacisku (a czasem wręcz szantażu) jest ojciec dziecka, rodzina, przyjaciele, lekarze, a nawet pracodawcy. Niewiele kobiet decyduje się na aborcję „na zimno” przekalkulowawszy bilans zysków i strat. W większości przypadków towarzyszą temu ogromne emocje – przede wszystkim lęk. Lęk ciężarnej przed tym, że oto mogą zostać pogrzebane plany życiowe, lub co gorsza, że zostanie porzucona z dzieckiem czy dziećmi, zdana na samą siebie. Aborcja jawi się w tej sytuacji najprostszym, radykalnym rozwiązaniem problemu. Dopiero później kobieta odkrywa, że zabicie dziecka nie zmieniło nic na lepsze. Nadal tkwi w toksycznym układzie, w którym dziecko nie jest spostrzegane jako błogosławieństwo lecz jako wróg, lub też związek ostatecznie się rozpada. Tak czy inaczej kobieta po aborcji jest przegrana. Może dostać iluzoryczne wsparcie na forach internetowych od kobiet w tej samej sytuacji, rodzina może gratulować rozsądnej decyzji, a jednak gdy dopadnie ją syndrom poaborcyjny zostanie napiętnowana jako histeryczka, która nie potrafi poradzić sobie z konsekwencjami własnego sic! wyboru. Nie dziwi w tej sytuacji fakt, że 65% kobiet cierpi na syndrom poaborcyjny, o 65% wzrasta prawdopodobieństwo depresji, a sześciokrotnie prawdopodobieństwo samobójstwa.

 

Co można zrobić by pomóc takiej kobiecie ocalić życie swego dziecka? Co można zrobić by pomóc jej ocalić siebie samą? Zamiast teoretycznych rozważań chciałabym przybliżyć postać Angeli Michael, która od lat zajmuje się taką pomocą.

 

Angela i Daniel Michael od 18 lat prowadzą fundację Posługa Małych Zwycięstw (Small Victories Ministry), a od 2000 roku stronę internetową raportującą o ich codziennej pracy. Angela jest położną. Wraz ze swą liczną rodziną pomaga ciężarnym kobietom w trudnej sytuacji. Od stycznia 2000 roku udało im się ocalić od śmierci ponad 4000 dzieci, z których 40 zostało adoptowanych (w tym jedno przez Angelę i Daniela). Terenem ich działania są okolice największej kliniki aborcyjnej rejonu Midwest (niedaleko St. Louis – Illinois) o przewrotnej nazwie Klinika Nadziei (Hope Clinic). Klinika jest otwarta przez 12 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu. Wykonuje między 10 a 13 tysięcy aborcji rocznie, specjalizując się w tzw. późnych aborcjach, przeprowadzanych w drugim i trzecim trymestrze ciąży. Zabicie dziecka kosztuje tutaj od 400 do 2400 dolarów. Wiele klientek to nastolatki. Ponieważ w stanie Illinois nie jest wymagana zgoda rodziców na aborcję u nieletniej córki, młodociane matki przyjeżdżają także z innych stanów. Z tego samego powodu trafiają tu nieletnie ofiary gwałtów i kazirodztwa, przywożone i zmuszane do aborcji przez gwałcicieli. Dzięki interwencji Angeli i Daniela udało się kilka lat temu aresztować gwałciciela z Arkansas, który wykorzystywał seksualnie 13-latkę, wielokrotnie ją zapładniając i zmuszając do aborcji w klinice.

 

Jak wygląda praca Angeli? Codziennie parkuje swoją ciężarówkę najbliżej jak się da kliniki aborcyjnej.   W ciężarówce znajduje się leżanka i aparat USG. Angela podchodzi do podjeżdżających na parking kliniki samochodów i rozmawia. Ma kilkanaście, kilkadziesiąt sekund zanim podjedzie kolejne auto i zatrąbi na blokującego drogę. Dalej rozpoczyna się strefa kliniki, której granic pilnują ochroniarze. Angela namawia idące do kliniki kobiety by popatrzyły na to, czego nie pokażą im pracownicy kliniki: obraz swojego dziecka. Oczywiście unaocznienie człowieczeństwa dziecka to nie wszystko, choć wiele kobiet przeżywa szok: „Mówili mi, że to tylko zbitka tkanek, a ja widzę nóżki, rączki, główkę! Okłamali mnie!”

 

Jeśli kobieta nie chce oglądać swojego dziecka, pani Michael prosi o możliwość zaprezentowania alternatyw dla aborcji i zaprasza do swojej ciężarówki. Wiele razy została obrzucona wyzwiskami, jednak jedna na kilkadziesiąt kobiet decyduje się z nią porozmawiać.

 

Jak przebiega rozmowa? Choć Angela nazywa rzecz po imieniu, mówi o zabiciu dziecka, a nie eufemistycznie o „zabiegu” czy „terminacji ciąży” jest często pierwszą osobą od której ciężarna słyszy: „Wiem jak jest ci trudno, rozumiem twój lęk”. Kobiety udające się na aborcję często wyobrażają sobie działaczy pro-life jako rzucających wyzwiskami i wymachujących różańcami agresorów. Spotkanie z pogodną, empatyczną, oferującą konkretną pomoc matką dwanaściorga dzieci jest dla nich pozytywnym zaskoczeniem.

 

Pani Michael informuje ciężarne o możliwościach uzyskania konkretnej pomocy. Podaje np. adresy ośrodków wspierających kobiety w trudnej sytuacji. Ośrodki te oferują wsparcie psychologiczne, opiekę lekarską, pomoc materialną, pomoc w adopcji (o ile kobieta decyduje się na te opcję), a nawet mieszkanie. Nieoceniona jest też pomoc prawna, gdyż wiele kobiet nie jest świadoma praw jakie jej przysługują jako kobiecie ciężarnej.

 

Z Angelą rozmawiałam w roku 2009, w ramach wywiadu dla fronda.pl. Pytałam jakie konkretnie działania prowadzą do ocalenia życia dzieci. Odpowiedziała mi wtedy:

 

„Uważam, że centra pomocy kobietom w ciąży powinny być usytuowane tuż koło klinik aborcyjnych. Większość z nich nie jest. Wiele jest zamkniętych. Musimy pamiętać, że każda kobieta idąca do centrum aborcyjnego idzie tam, by zabić swe dziecko. Nie wchodzą do ośrodków pomocowych. Dlatego potrzebne jest aktywne wyjście im naprzeciw. Taka jest różnica między tym, co robimy my, a tym jak działa większość centrów pomocy. My nie tylko czekamy na kobiety by im pomóc, my aktywnie wychodzimy im naprzeciw. Zapraszamy, by obejrzały swe dziecko na ultrasonografie, rozmawiamy o ich stanie ducha, interesuje nas, co czują. Zawsze też rozmawiamy o konkretnych formach pomocy w trudnej sytuacji.”

 

Z doświadczeń Small Victories Ministry wynika, że kluczowe dla ocalenia kobiety i dziecka są po pierwsze kompetencje emocjonalne: odporność na porażkę (na dziesięć rozmów być może jedna zakończy się sukcesem, jak dobrze pójdzie), empatia i autentyczne współczucie dla ciężarnej, gotowość wysłuchania jej i wsparcia emocjonalnego.

 

Po drugie – potrzebna jest wiedza – konkretnie: bardzo dobra wiedza o rozwoju prenatalnym. Szczególnie użyteczna jest wiedza o drobiazgach, które przemawiają do wyobraźni – jak np. że w 9 tygodniu dziecko ma już unikatowe linie papilarne na paluszkach! Unikajcie też eufemizmów i czysto medycznej terminologii – nie „płód”, „produkt zapłodnienia” a dziecko, nie „terminacja” a zabicie dziecka.

 

Po trzecie – niezbędna jest wiedza o konkretnych formach pomocy. Adresy ośrodków pomocowych, grup wsparcia, przepisy prawne, namiary na sprawdzone miejsca, gdzie kobieta może uzyskać wymierną pomoc, w tym prawego ginekologa, który otoczy lekarską opieką i ciężarną i jej dziecko.

 

Bogna Białecka – psycholog

 

[1]     VM Rue et. al. „Induced abortions and traumatic stress: A preliminary comparison of American and Russian women,” Medical Science Monitor 10(10):SR5-16 (2004).

[2]   Raport „Forced abortions in America” Elliot Institute

 


 

Artykuł pochodzi z IMAGO – Czasopismo Fundacji Pro Humana Vita, które było wydawane w latach 2011-2012 w celu promocji bioetyki. Jest próbą wakacyjnego przypomnienia tego cennego dzieła i najciekawszych artykułów.

You may also like

Facebook