Abby Johnson: Polska powinna zakazać aborcji

by FUNDACJA JZN
Aborcja to zabójstwo człowieka i nie ma znaczenia, czy dotyczy człowieka z zespołem Downa, z rozszczepieniem podniebienia czy też śmiertelnie chorego. Niczym nie można uzasadnić zbrodni przeciwko ludzkiemu życiu, a szczególnie zabicia niewinnego dziecka w łonie matki. Aborcji trzeba zakazać! Zakazać bez wyjątku! – mówi Abby Johnson, autorka książek „Nieplanowane” oraz „Ściany będą wołać”. Proliferka właśnie rozpoczęła kilkudniową trasę po Polsce.

 

Wydawnictwo Esprit: To twoja pierwsza podróż do Europy. Dlaczego właśnie Polska?

– Staram się być wszędzie, gdzie tylko mogę, by mówić o sprawach związanych z aborcją i prawem do życia. Jest sporo miejsc, do których udało mi się już dotrzeć. Pojadę wszędzie tam, gdzie moje świadectwo może przyczynić się do uratowania choćby jednego nienarodzonego dziecka.

Wyd. Esprit: Czy Polska Cię fascynuje, ciekawi?

– Bardzo! Jestem po prostu podekscytowana tą podróżą. Kocham historię i wiem, jak dużą rolę wasz kraj odegrał w dziejach Europy. Kocham też Kościół i zdaję sobie sprawę, jak wielu wielkich świętych wyszło z Polski. Jestem wdzięczna Bogu za możliwość przyjazdu do waszego kraju.

Wyd. Esprit: Co jest głównym przesłaniem, z jakim przyjeżdżasz do Polski?

– Chcę podzielić się z wami swoim doświadczeniem, opowiedzieć wam o straszliwych skutkach działania przeciwko życiu. Chcę wam opowiedzieć o tym, co dokładnie dzieje się podczas aborcji – widziałam to na własne oczy! – oraz w jaki sposób wpływa ona na życie matki, a także całego społeczeństwa. Chcę, żebyście usłyszeli ode mnie prawdę na temat procederu aborcyjnego, który dokonywał się za moją zgodą w jednej z amerykańskich placówek. Pragnę też, byście poznali siłę Bożego miłosierdzia, dzięki której jestem teraz tym, kim jestem.

Wyd. Esprit: Czy jesteś zwolenniczką prawnego zakazu aborcji?

– Zdecydowanie tak. Na aborcji korzystają tylko ci, którzy są zaangażowani w aborcyjny przemysł, bo do ich kieszeni płyną pieniądze za wykonywane zabiegi. A aborcja nas niszczy, niszczy nasz świat. Doświadczyłam tego, wiem, co to oznacza. Wierzcie mi: aborcji trzeba zakazać! Zakazać bez wyjątku!

Wyd. Esprit: Polska ma obecnie jedno z najbardziej restrykcyjnych w Europie prawo dotyczące aborcji. Aborcja jest u nas zakazana, ale dopuszcza się jej wykonywanie w trzech przypadkach. Od kilku lat obrońcy życia w Polsce starają się o to, by zakazać, a przynajmniej ograniczyć aborcję eugeniczną. Czy uważasz, że w polskich warunkach warto walczyć o całkowity zakaz aborcji, czy raczej należy cieszyć się tym, że prawo w tej kwestii jest bardzo restrykcyjne?

– Dla mnie bezdyskusyjny jest fakt, że aborcja to zabójstwo człowieka. I nie ma znaczenia, czy dotyczy człowieka z zespołem Downa, z rozszczepieniem podniebienia czy też śmiertelnie chorego. Niczym nie można uzasadnić zbrodni przeciwko ludzkiemu życiu – a szczególnie zabicia niewinnego dziecka w łonie matki.

Jeśli pytasz mnie o to, czy warto walczyć o życie chorego dziecka, odpowiadam, że tak, warto. Warto walczyć o życie człowieka z dodatkowym chromosomem czy takiego, którego sprawność jest mocno ograniczona. Tym, którzy nie są do tego przekonani, przypomnę wiersz Martina Niemöllera Kiedy przyszli…. Przeczytajcie go i zastanówcie się nad jednym: jeśli teraz nie będzie się protestować, gdy giną nienarodzone dzieci, to kto zaprotestuje w waszej sprawie, gdy ktoś zechce wam odebrać życie? Niemöller napisał swój wiersz w kontekście Holokaustu, ale myślę, że możemy go odnieść także do czasów współczesnych.

Musimy dzisiaj dobitnie głosić prawdę o aborcji, musimy starać się robić, co w naszej mocy, by zakończyć ten proceder. To brutalna śmierć, którą człowiek zadaje drugiemu człowiekowi. Pamiętajmy o tym.

Wyd. Esprit: Wielu Polaków modli się i manifestuje, by powstrzymać zabijanie nienarodzonych. Nierzadko są z tego powodu atakowani. Ty też spotykasz się z licznymi agresywnymi reakcjami ze strony środowisk popierających aborcję. Czy masz momenty, w których jest Ci wyjątkowo ciężko? W jaki sposób radzisz sobie z tymi atakami?

– Jako były pracownik placówki aborcyjnej przekraczałam normy moralne przez wiele lat mojego życia. Byłoby zatem hipokryzją, gdybym powiedziała, że czasami nie wczuwam się w rolę proaborcyjnych aktywistów. Długo myślałam jak oni, zanim stało się to, co sprawiło, że otworzyłam oczy i zdecydowałam się otworzyć usta, by stanąć w obronie życia. Znam duchowe i psychologiczne motywacje zwolenników aborcji. Tak przynajmniej sądzę.

Ludzie dokonują aborcji lub ją popierają, ponieważ sami są poranieni. Kiedy stajesz przed kobietą, która chce dokonać aborcji, bo została zgwałcona, nie możesz poprzestać na wykładzie dotyczącym rozwoju nienarodzonego dziecka oraz pouczeniu, że na pewno będzie żałowała tej decyzji. Ona musi poczuć, że ty się o nią troszczysz, że naprawdę pragniesz jej dobra. Nigdy nie wolno nam przymykać oczu na ogromną krzywdę, jakiej doznała. Okazując empatię, powinniśmy sprawić, by zapragnęła uzdrowić tę głęboką ranę, jaką w jej sercu pozostawił gwałt. Musimy postarać się zrozumieć, w jakiej sytuacji została postawiona. Ona musi wiedzieć, że jeśli jesteś proliferem, to nie tylko pragniesz, by jej dziecko nadal żyło, ale chcesz także, by odzyskała poczucie własnej wartości, by wiedziała, że ktoś się o nią troszczy i daje jej poczucie bezpieczeństwa.

Kwestiom związanym z obroną życia często towarzyszą emocje, niekiedy dochodzi do ostrych kłótni, podczas których rzucane są obelgi. Ale to do niczego nas nie zaprowadzi. Dlatego, jeśli ktokolwiek nas atakuje, starajmy się nie nosić w sobie urazy. Musimy zrozumieć, że atakują nas ludzie, którzy są bardzo poranieni i sami potrzebują pomocy. Módlmy się za nich, a resztę zostawmy Bogu.

Wyd. Esprit: W swoich wypowiedziach często podkreślasz, że ofiarami aborcji są nie tylko dzieci, ale także kobiety. Co przez to rozumiesz?

– Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie budzi się rano i nie mówi: „Co za piękny dzień! Chyba zrobię sobie aborcję!”. Jestem przekonana, że kobiety dokonując aborcji, nie dokonują żadnego wyboru. Wybór możemy mieć wtedy, kiedy idziemy do lodziarni i zastanawiamy się, jaki smak najbardziej nam odpowiada. Natomiast kobieta w placówce aborcyjnej jest jak zwierzę w lesie schwytane w pułapkę. Chce dokonać aborcji nie dlatego, że przeanalizowała w głowie różne opcje, ale dlatego, że nie widzi innego wyjścia. Wpadła w pułapkę.

Powinniśmy na taką kobietę spojrzeć jak na jedną z ofiar aborcyjnego procederu. Jeśli ktoś decyduje się zaryzykować swoje życie lub zdrowie – aborcja jest niebezpiecznym zabiegiem – by pozbyć się własnego dziecka, to znaczy, że padł ofiarą całej misternie zastawionej pułapki. O jakim wyborze tutaj mówimy? Nie ma żadnego wyboru.

Oczywiście, znajdziesz na pewno przypadki takich kobiet, które cynicznie podjęły decyzję o aborcji; nikt ich do niczego nie namawiał, nie „zaciągał” do placówki. Ale to nie jest norma. Większość kobiet dokonuje aborcji w akcie desperacji.

Wyd. Esprit: Dokonałaś dwóch aborcji na swoich dzieciach. W Polsce środowiska proaborcyjne podtrzymują często, że aborcja jest bezpieczna i wcale nie powoduje cierpienia. Czy to prawda? Znasz przypadki, w których aborcja sprowadzała się do zwykłego zabiegu, o którym po kilku tygodniach pacjentka po prostu zapomina?

– Pytasz o tak zwany mit bezpiecznej aborcji. Odpowiem ci pytaniem: jeśli lekarz wykonuje procedurę medyczną, której celem jest zabicie niewinnego dziecka, to jak można to nazwać bezpiecznym zabiegiem? Jak można o tym po prostu zapomnieć? Aborcja nigdy nie była, nie jest i nie będzie bezpieczna.

Nie wiem co prawda, w jaki sposób wykonuje się aborcję w Polsce, ale wiem doskonale, jak to wygląda w Stanach Zjednoczonych. W moim kraju placówki aborcyjne to niemal miejsca wyjęte spod prawa – często nie przechodzą regularnych kontroli procedur bezpieczeństwa i higieny.

Wyd. Esprit: Jak to w ogóle możliwe?

– Nie pytaj mnie o takie rzeczy, bo nie jestem w stanie udzielić ci żadnej odpowiedzi. Nie wiem, jak to możliwe. Powiem ci natomiast, jak to wygląda w praktyce. Instrumenty medyczne używane podczas aborcji często nie są w ogóle sterylizowane, używa się ich bez dezynfekowania na kilku kobietach. Pacjentki często otrzymują końskie dawki środków odurzających, dlatego nie mają bladego pojęcia, co się wokół nich dzieje. Stoły zabiegowe są rozklekotane, krew skapuje z nich na podłogę. Nikt się tym nie przejmuje i w efekcie na sali, gdzie dokonywane są kolejne aborcje, tworzy się po prostu siedlisko bakterii. Pielęgniarki, które asystują przy aborcjach, nie noszą w ogóle rękawiczek, więc dochodzi do zakażeń. Szczątki zabitego dziecka nie są sterylnie przechowywane. Bywa, że zostają gdzieś w gabinetach. Nikt się nimi nie przejmuje. Jak można to wszystko nazwać bezpiecznym zabiegiem?

Mówię o tym, co ja i moi znajomi widzieliśmy na własne oczy. Myślę, że tak jest nie tylko w Ameryce, ale także w Polsce i wielu innych krajach. To jest prawda o aborcji, której nie usłyszysz od zwolenników tej procedury. Bo to wcale nie jest zwykły zabieg.

Wyd. Esprit: Jeśli kobiety doświadczają podczas aborcji takiego koszmaru, to dlaczego po prostu nie zaskarżą do sądów tych lekarzy czy placówek, w których postępuje się w taki sposób?

– Nie jest tak, że w ogóle nie ma skarg. Pamiętaj jednak, że kobiety przed aborcją są szprycowane bardzo silnymi środkami – nie tylko lekami przeciwbólowymi, ale też amnestycznymi. Piorunująca mieszanka. Skutek jest oczywisty: nie możesz skarżyć czegoś, czego nie pamiętasz. Łatwiej jest też kobiecie uzasadnić to, przez co przeszła, bo tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy, jak strasznie została potraktowana.

Ludzie, którzy jak ja pracowali w placówkach aborcyjnych, wspominają często o czymś, co nazywam drzwiami obrotowymi: w dni, w które dokonywano aborcji, kobiety wchodziły i wychodziły od razu po aborcji. Traktowano je jak bydło. Przepraszam, to brzmi strasznie, ale nie znajduję innego słowa. Po prostu najpierw je wpuszczano do gabinetu, a później niemal przepędzano. Podawano im leki w jakichś oszołamiających ilościach. Otrzymywały też – na do widzenia – antybiotyki przeciwko infekcji, bo było jasne, że jakiejś infekcji na pewno dostaną.

Powiesz mi teraz: „Abby, co ty opowiadasz? Przecież to niemożliwe, żeby tak działo się wszędzie. Może tak było tylko w twojej placówce?”. Jasne, to wydaje się niemożliwe, by nasza cywilizacja w tak okrutny sposób traktowała ludzi. I to w XXI wieku! Ale rozczaruję wszystkich, którzy nie dowierzają: wyciągnęłam z placówek aborcyjnych ponad 500 pracowników, pomogłam im znaleźć nową pracę i odbudować się duchowo oraz psychicznie. I wszyscy oni opowiadają mniej więcej to samo: to, co dzieje się w tych miejscach, przypomina koszmar.

Wyd. Esprit: Często podkreślasz znaczenie rodziny w Twoim życiu. Masz męża, ośmioro dzieci, a jednocześnie jesteś nieustannie w podróży: głosisz konferencje, spotykasz się z ludźmi. Jak udaje Ci się to pogodzić?

– Jesteśmy po prostu doskonale zgraną drużyną! Świetnie się dogadujemy i potrafimy znakomicie uchwycić balans między życiem prywatnym a pracą czy aktywnością społeczną. Jesteśmy jak dobrze naoliwiona maszyna.

Oczywiście, nie będę na siłę kolorować rzeczywistości. Gdy jesteśmy daleko od siebie, bardzo tęsknimy. Na szczęście są dzisiaj zupełnie inne możliwości technologiczne niż jeszcze kilka lat temu. Gdy jestem w trasie, często rozmawiam z mężem i dziećmi poprzez FaceTime’a. A kiedy przyjeżdżam do domu, ładuję baterie, spędzając czas z bliskimi. Ale nie czarujmy się: moja aktywność – głoszę świadectwo w wielu stanach i często jestem w rozjazdach – sprawia, że czasami brakuje mnie w domu. Wtedy mąż staje na wysokości zadania i stara się być dla naszych dzieci prawdziwym oparciem.

 

Nakładem Wydawnictwa Esprit ukazała się właśnie najnowsza książka Abby Johnson „Ściany będą wołać”.

You may also like

Facebook