Ze śmierci do życia

by

Bernard Nathanson przyznał, że przez swoje działania przyczynił  się do śmierci 75 tysięcy dzieci. Był współodpowiedzialny za legalizację aborcji w USA, założył Narodową Ligę Walki o Prawo do Aborcji. Później nawrócił się i całą ufność położył w Bożym Miłosierdziu.

 

Nie miał łatwego dzieciństwa. Ojciec – syn żydowskich emigrantów – nie praktykował swojej wiary i wpoił synowi przeświadczenie o tym, jakoby Bóg nie interesował się życiem człowieka. Młody Bernard był zdeterminowany, aby podobnie jak jego ojciec, w którego był w przedziwny sposób wpatrzony – skończyć medycynę. Zdolnemu studentowi udało się to bez problemu. Na balu uniwersyteckim poznał delikatną, ufną, siedemnastoletnią Ruth. Zakochali się w sobie, rozpoczęli współżycie i po jakimś czasie okazało się, że z tego związku poczęło się dziecko. Dziewczyna – za namową Bernarda – dokonała nielegalnej wówczas aborcji. Wkrótce się rozstali. Pozostał tylko wzajemny żal. Nathanson kontynuował swoją karierę, został ginekologiem-położnikiem. W latach 60. miał już za sobą dwa nieudane małżeństwa, zniszczone – jak później sam przyznał – przez jego egoizm i nieumiejętność kochania. Począł kolejne dziecko z kobietą, która bardzo go kochała. Nie chciała zabijać maleństwa, jednak on zaproponował, że osobiście dokona aborcji. Zrobił to fachowo, nie czuł wyrzutów sumienia. Moment pozbawienia życia własnego dziecka przerwał wszelkie ewentualne istniejące jeszcze w Nathansonie blokady moralne. Zobaczył, że z aborcji można zrobić niezły biznes. Założył Narodową Ligę Walki o Prawo do Aborcji. W ciągu pięciu lat, razem z kolegami stamtąd, udało mu się przekonać opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych do legalizacji aborcji. Jak tego dokonał? Oczywiście kłamstwami i manipulacją. Przykładowo fałszował dane dotyczące zgonów kobiet w wyniku nielegalnej aborcji. W skali roku było ich około 250, natomiast Nathanson oficjalnie mówił o 10 tysiącach. Kolejną sprawą było stwarzanie przekonania, że aborcji sprzeciwia się wyłącznie hierarchia kościelna, natomiast wierni nie widzą w niej nic złego. Rozmywano kwestię początku ludzkiego życia, twierdzono, że jest to zagadnienie filozoficzne, a nie naukowe. Taką strategię obserwujemy też dzisiaj, gdy zwolennicy aborcji twierdzą, że magiczną granicą jest np. trzeci miesiąc ciąży, kiedy to „coś” (cudem?) zamienia się w „kogoś”. Oczywiście „magiczną granicę” można dowolnie przesuwać i w Polsce w przypadku podejrzenia choroby dziecka jest ono „czymś” aż do szóstego miesiąca i do tego czasu wolno je legalnie zabić.

 

Odkrycie prawdy

 

Przełomem w życiu Bernarda Nathansona okazało się wynalezienie aparatu USG. Po raz pierwszy mógł zobaczyć dziecko nienarodzone, mierzyć je, obserwować, a także w jakiś sposób związać się z nim emocjonalnie. Widok małego człowieka obudził w nim sumienie. Znacząco obniżył ilość wykonywanych aborcji. Zaczął zadawać sobie pytania o to, co naprawdę robił. Poprosił swojego przyjaciela – abortera, aby ten dokonując „zabiegu” włączył USG i nagrał jego przebieg. Po wspólnym obejrzeniu taśm kolega wiedział już, że nigdy więcej nie dokona aborcji. Po latach Nathanson wspominał: „Dzięki ultrasonograficznej dokumentacji mogłem zobaczyć, jak rączki i nóżki dziecka są wyrywane przez maszynę ssącą, jak pęka jama brzuszna, jak organy wysysane są na zewnątrz, jak czaszka jest miażdżona przez specjalny instrument”. Nakręcił film „Niemy krzyk”, w którym wykorzystał obejrzane materiały. Film ten okazał się jednym z najmocniejszych argumentów w obronie życia.

 

Nawrócenie

 

Opowiedzenie się za życiem nie przebiegało równolegle z całkowitym nawróceniem. Nathanson wystąpił przeciwko aborcji w powodów czysto rozumowych – po prostu zobaczył, czym ona naprawdę jest. Wyrzuty sumienia próbował leczyć za pomocą środków przepisanych przez psychiatrę, topić je w alkoholu. Nic nie pomagało. Stopniowo, przede wszystkim dzięki kontaktom z obrońcami życia, którzy go nie potępiali, lecz przyjmowali z miłością, zaczął zbliżać się do Kościoła Katolickiego. W duchowej przemianie pomogły mu książki wielkich chrześcijańskich konwertytów m.in. św. Augustyna, C.S. Lewisa czy Karla Sterna. Chrystusa w sakramencie Chrztu św. przyjął w 1996r., od tamtej pory do końca życia regularnie się spowiadał, chodził na Msze św., zawierzył Bożemu Miłosierdziu. W tym samym roku odwiedził Polskę, błagał wtedy polskich parlamentarzystów, aby nie robili ani jednego kroku w kierunku liberalizacji aborcji, bo pociągnie to następne, a tego historia nigdy im tego nie wybaczy. Bernard Nathanson zmarł po długiej i ciężkiej chorobie w lutym 2011r. Tuż przed swoją śmiercią wystosował apel do prezydenta Obamy, w którym przestrzegał go przed konsekwencjami jego skrajnie proaborcyjnej postawy. Niestety – jak na razie – nawoływanie człowieka, którego można określić jako św. Pawła naszych czasów – nie odniosło skutku…

 

Ewa Rejman

You may also like

Facebook