Obrońca życia: opiekun, nie wojownik

O tym, że pozytywny pro-life jest długotrwałą strategią na zmianę mentalności społecznej, z Jakubem Bałtroszewiczem rozmawia Magdalena Guziak-Nowak

 

Na stanowisku prezesa Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia nastąpiła pokoleniowa zmiana. Zastąpiłeś Pawła Wosickiego, który kierował tą organizacją przez 25 lat. Dlaczego angażujesz się w ruch pro-life?

 

– W przestrzeni publicznej dominuje opinia, że aborcja to sprawa kobiety i mężczyźni nie powinni w nią ingerować, bo „moje ciało to moja sprawa”. Nie chcę zwalniać kobiet z odpowiedzialności za aborcję, ale jestem pewien, że gdyby byli przy nich odpowiedzialni i dojrzali mężczyźni, to do wielu z nich by nie doszło. Aborcja to krzyk rozpaczy kobiety, która została zostawiona sama sobie i czuje, że jest w pułapce bez wyjścia. Powodem mojego zaangażowania jest więc niedojrzałość mężczyzn, którzy mieli dość odwagi, aby sprawić, że kobieta zaszła w ciążę, ale potem nie stają na wysokości zadania, nie biorą odpowiedzialności za poczęte życie. Uważam, że problem aborcji nie skończy się wraz z wprowadzeniem konstytucyjnego zakazu. Aborcja jako problem kulturowy zakończy się wtedy, gdy mężczyźni staną się dojrzali i odpowiedzialni.

 

Jednak prawo też jest ważne – ono buduje kulturę.

 

– Jak najbardziej. Może to trywialny przykład, ale sądzę, że trafny. Kiedy kilka lat temu wchodził zakaz palenia w pubach i restauracjach, chyba nikt nie wierzył, że nowe prawo uda się wyegzekwować. A jednak niemożliwe stało się możliwe. Z zakazem aborcji może być podobnie, jednak jestem przekonany, że większego wysiłku od zmiany prawa wymaga zmiana mentalności społecznej.

 

Jak mówić o aborcji, by zachęcać rodziców, aby pozwolili dziecku się narodzić?

 

– Kobieta i mężczyzna w kryzysie stają dziś przed pytaniem: zabić czy nie zabić? Lepiej byłoby zamienić je na pytanie: czy wychowamy nasze dziecko samodzielnie, czy powierzymy to zadanie innym ludziom? Można je oddać do okna życia czy innej instytucji, która zrobi wszystko, aby mogło wzrastać w szczęśliwej rodzinie. Powinniśmy więc tworzyć przestrzeń, w której oddanie dziecka do adopcji będzie społecznie wspierane i akceptowane. Musimy mówić, że to heroizm i wyraz prawdziwej miłości rodziców biologicznych do dziecka. Taka narracja powinna zastąpić obecny dyskurs, w którym mama oddająca dziecko do adopcji jest „wyrodną matką”, a ta, która zabiła przed narodzeniem, jest usprawiedliwiona.

 

Co może przekonać do zmiany tej narracji? Takie pomylenie pojęć bierze się z wyparcia fundamentalnej prawdy, że poczęte dziecko jest… dzieckiem i ma swoją godność.

 

– Trzeba budować prawdę o syndromie postaborcyjnym. Dokonanie aborcji nie pozostaje bez wpływu na kobietę, nawet jeśli jej się wydaje, że jest inaczej. Obserwuję to w swojej rodzinie – bliska mi osoba kilkadziesiąt lat temu dokonała aborcji i ciągle to przeżywa. Oddanie dziecka do adopcji a zabicie go to dla ciała i psychiki kobiety dwa różne światy. Idąc na tzw. zabieg, zabijasz. Oddając do adopcji, masz pewność, że dziecko dostało swoją szansę. Przemilczanym tematem jest też syndrom postaborcyjny u ojców. Jeśli kobieta poddała się aborcji, może się to odbić również na jego psychice.

 

Stópki nienarodzonego dziecka i spokojny maluch w łonie matki czy wstrząsające zdjęcia ciał dzieci abortowanych? Co wolisz oglądać na polskich ulicach?

 

– Zdecydowanie wolę afirmację życia od poczęcia. Przekaz, który budujemy wokół naszej walki o życie, powinien być pozytywny i zawierać w sobie radość i nadzieję. Epatowanie „osiągnięciami” cywilizacji śmierci, czyli na przykład pokazywanie zwłok dzieci, które zginęły, nie jest mi bliskie.
Choć użyłem słowa „walka”, myślę, że nasze starania o ochronę życia powinniśmy budować nie na archetypie wojownika, ale opiekuna. Przed wojownikiem można czuć lęk, bać się osądzenia, ostrych słów, potraktowania z góry. Z kolei opiekun to ktoś łagodny i przyjazny. Opiekun to osoba, do której kobieta rozważająca aborcję nie będzie się bała przyjść i poprosić o pomoc.
Budowanie na archetypie wojownika jest skuteczniejszą strategią medialną. Nie krytykuję Kai Godek czy Mariusza Dzierżawskiego, którzy organizują wystawy, na których pokazują ciała zamordowanych dzieci. Być może tego typu działania przyczynią się do szybszego wyeliminowania eugeniki; może bez takich wystaw nie bylibyśmy w stanie zmienić prawa. Ale już budowanie pozytywnego pro-life to plan długoterminowy. Pozytywny pro-life to jest strategia nie na jedną – jakże ważną – ustawę, ale na powolną zmianę mentalności, aż w końcu społeczeństwo dojrzeje do wniosku, że aborcja jest nie do pomyślenia.

 

Czy wojownik i opiekun mogą się dogadać? Tuż po wyborze na stanowisko prezesa PFROŻ powiedziałeś, że Twoim celem będzie godzenie polskiego środowiska pro-life. Jak to zrobić, kiedy różne organizacje stosują zupełnie inne metody?

 

– Jeśli środowisko obrońców życia zdefiniujemy jako ludzi ideowych, którym chodzi o budowanie cywilizacji życia, to uważam, że ono nie jest podzielone. Przykład: znamy się, szanujemy i współpracujemy z Kają Godek, choć stosujemy inne metody. Problem zaczyna się wtedy, gdy pro-life staje się przykrywką lub elementem budowy czegoś innego np. jest programem politycznym. I o ile jednoczenie ideowych obrońców życia, którzy grają do tej samej bramki, jest możliwe, o tyle trudno porozumieć się z ludźmi, którzy pro-life mają na sztandarach, ale w rzeczywistości chodzi im o coś zupełnie innego. Nie mam wątpliwości, że są w Polsce organizacje pro-life, które mają agendę nie ideową, ale polityczną. Z nimi nie da się zbudować jedności.

 

Polscy pro-liferzy poznali Cię przy okazji zbierania podpisów pod Europejską Inicjatywą Obywatelską „One of Us”. Jesteś też jednym z fundatorów Fundacji „Jeden z Nas”. Czym się obecnie zajmujecie?

 

– Niedawno opublikowaliśmy Przewodnik: bioetyka dla młodych, na podstawie którego już w trzech diecezjach budowane jest przygotowanie młodych do sakramentu małżeństwa. Aktualnie pracujemy nad wydaniem popularnonaukowego przewodnika po płodności. Ukaże się jeszcze w tym roku. Poza tym prowadzimy w Krakowie Poradnię Bioetyczną, w której fachowych porad udzielają lekarze, duchowni i psycholodzy. W ciągu dwóch lat ze wsparcia Poradni skorzystały 4 tys. osób.

 

Działalność fundacji ma też rys europejski. Mamy status lobbysty przy Instytucie Unii Europejskiej. Warto pamiętać, że większość prawa tworzy się nie w Warszawie, ale w Brukseli i Strasburgu. Także tam, a może przede wszystkim tam, trzeba zmieniać mentalność społeczną. Mówiąc o cywilizacji życia, nie wystarczy opowiadać, że jesteśmy krajem św. Jana Pawła II. Potrzebne jest konkretne zaangażowanie. Jednym z naszych najbliższych zadań będzie udział 26 maja w międzynarodowej konferencji w Walencji w Hiszpanii.

 

Źródło: www.przewodnik-katolicki.pl

 

FOT. ROMAN KOSZOWSKI/FOTO GOŚĆ. Jakub Bałtroszewicz

 


 

Jakub Bałtroszewicz jest Sekretarzem Generalnym Europejskiej Federacji dla Życia i Godności Człowieka ONE OF US (www.oneofus.eu) zrzeszającej 44 organizacje z ponad 20 krajów Europy. Wraz z prof. Ryszardem Legutko i Pomocą Kościołowi w Potrzebie współtworzy Europejski Kongres w Obronie Prześladowanych Chrześcijan (www.kongreschrzescijan.pl – 3 edycje) oraz Kongres Christianitas (www.christianitas-europa.pl) poświęcony refleksji nad przyszłością Europy (wspólnie z Archidiecezją Krakowską). Jest wykładowcą dydaktyki bioetyki na Międzywydziałowym Instytucie Bioetyki UPJPII.