Kiedy pomoc kobiecie staje się „treścią antyaborcyjną”. „Ciekawe” pytanie 68 europosłów

by FUNDACJA JZN
Fundacja JEDEN Z NAS, w ramach stałego monitoringu Parlamentu Europejskiego i instytucji Unii Europejskiej w obszarze ochrony życia, zwraca uwagę na znamienny wątek debaty o sztucznej inteligencji. 68 europosłów zwróciło się do Komisji Europejskiej z pytaniem dotyczącym chatbotów, które kobietom poszukującym informacji w związku z nieplanowaną ciążą wskazują również źródła i organizacje pro-life. Szczególnie wiele mówi język oficjalnej polskiej wersji dokumentu Parlamentu Europejskiego.

8 września 2026 roku do Komisji Europejskiej skierowano pytanie pisemne E-003539/2026, przedłożone w trybie art. 144 Regulaminu Parlamentu Europejskiego. Jego oficjalny polski tytuł brzmi: „Chatboty kierujące kobiety w niechcianej ciąży na strony antyaborcyjne”. Dokument podpisało 68 europosłów, przede wszystkim z grup Socjalistów i Demokratów, Zielonych, Renew Europe oraz Lewicy. Z Polski podpisali go Joanna Scheuring-Wielgus i Robert Biedroń, oboje z grupy Socjalistów i Demokratów. Nie jest to stanowisko Parlamentu Europejskiego ani przyjęta regulacja. Jest to pytanie grupy eurodeputowanych skierowane do Komisji. Dla Fundacji JEDEN Z NAS jest jednak interesujące, ponieważ pokazuje nie tylko, jaki problem część parlamentarzystów próbuje wprowadzić do debaty europejskiej, ale przede wszystkim jak ten problem został zdefiniowany.

„Oficjalne informacje” kontra „przekaz antyaborcyjny”

W oficjalnej polskiej wersji dokumentu pojawia się bardzo charakterystyczne zestawienie. Po jednej stronie znajdują się „oficjalne informacje zdrowotne” oraz „wiarygodne informacje zdrowotne na temat aborcji”. Po drugiej – kolejno: „przekaz antyaborcyjny”, „treści antyaborcyjne”, „organizacje antyaborcyjne” i nawet „doradztwo antyaborcyjne”.

– I tutaj mam pierwszy zasadniczy problem. Bo już sam język ustawia wynik tej dyskusji. Jedna strona zostaje nazwana „oficjalną” i „wiarygodną”, a druga od razu dostaje etykietę „anty”. A przecież to nie jest uczciwy opis rzeczywistości – mówi Jakub Bałtroszewicz, prezes Fundacji JEDEN Z NAS.

Fundacja zaznacza, że rodzaj instytucji nie przesądza automatycznie o wiarygodności informacji. Urząd publiczny, placówka medyczna, fundacja czy organizacja społeczna powinny być oceniane według tych samych kryteriów: rzetelności, zgodności z faktami, przejrzystości oraz kompletności przedstawianych informacji. Status „oficjalnego źródła” nie daje monopolu na prawdę, podobnie jak status organizacji społecznej nie czyni informacji mniej wiarygodną.

Pro-life to nie znaczy „anty”

Z perspektywy Fundacji szczególnie problematyczne jest konsekwentne opisywanie działalności organizacji pomagających kobietom w ciąży jako „antyaborcyjnej”.

– Pro-life to nie jest „anty”. Naprawdę warto to wreszcie powiedzieć bardzo jasno. Pro-life znaczy „za”: za życiem dziecka, za kobietą, za matką w kryzysie, za konkretną pomocą. Jeżeli ktoś pomaga kobiecie znaleźć lekarza, psychologa, mieszkanie, środki do życia albo po prostu daje jej poczucie, że nie została sama – to nie jest żadna „działalność anty”. To jest pomoc człowiekowi – podkreśla Jakub Bałtroszewicz.

Organizacje pro-life od lat prowadzą właśnie taką działalność: oferują pomoc psychologiczną, materialną i społeczną, informują o przebiegu ciąży i rozwoju dziecka, pomagają w znalezieniu opieki medycznej, wspierają kobiety i rodziny znajdujące się w sytuacjach kryzysowych.

Fundacja JEDEN Z NAS uważa, że fałszywe jest ustawienie tej debaty w taki sposób, jakby po jednej stronie znajdowała się rzetelna informacja zdrowotna, a po drugiej jedynie światopoglądowy aktywizm pro-life. Informacja dotycząca kobiety w ciąży obejmuje przecież zarówno jej zdrowie, przebieg ciąży i rozwój dziecka, jak również możliwe działania medyczne, dostępne formy pomocy, wsparcie psychologiczne, społeczne i materialne oraz konsekwencje podejmowanych decyzji.

– Nie zgadzam się na język, w którym informacja o aborcji automatycznie staje się „informacją zdrowotną”, a informacja o tym, że kobieta może urodzić dziecko i otrzymać realną pomoc, zostaje zdegradowana do jakiegoś „przekazu”. Jedno i drugie dotyczy przecież tej samej kobiety, jej zdrowia, jej ciąży i jej przyszłości – zaznacza prezes Fundacji.

Co właściwie zrobiły chatboty?

Pytanie europosłów odwołuje się do raportu AlgorithmWatch dotyczącego odpowiedzi udzielanych przez popularne systemy sztucznej inteligencji. Autorzy badania krytykowali m.in. sposób, w jaki chatboty identyfikowały źródła oraz fakt, że wskazywały organizacje określane w raporcie jako „anti-abortion”. Istotne jest jednak to, że samo badanie nie wykazało, aby chatboty odmawiały informacji dotyczących aborcji albo próbowały ją wyeliminować spośród przedstawianych możliwości. Problem pojawił się dlatego, że obok tych informacji użytkowniczki mogły otrzymać również wskazania dotyczące innych źródeł pomocy.

– I właśnie to jest dla mnie najbardziej interesujące. Nie mówimy przecież o systemie, który ukrył przed kobietą jakąś możliwość. Mówimy o systemie, który pokazał jej więcej niż jedną możliwość. Trudno uznać, że większa ilość rzetelnej informacji sama w sobie jest zagrożeniem – komentuje Bałtroszewicz.

Fundacja nie kwestionuje potrzeby jasnego wskazywania przez systemy AI charakteru wykorzystywanych źródeł. Przejrzystość jest potrzebna. Powinna jednak obowiązywać wszystkich jednakowo. Pytanie nie powinno więc brzmieć: „czy to źródło jest pro-life?”, lecz: „czy podawana informacja jest prawdziwa, rzetelna i właściwie opisana?”.

A potem pojawia się „ryzyko systemowe”

Najbardziej znaczący fragment dokumentu znajduje się w pierwszym pytaniu skierowanym do Komisji Europejskiej. Europosłowie pytają, czy chatboty AI ogólnego przeznaczenia mogą w opisanej sytuacji „stwarzać ryzyko systemowe” w rozumieniu aktu w sprawie AI, a w przypadku ChatGPT również aktu o usługach cyfrowych.

To istotne sformułowanie. „Ryzyko systemowe” jest w regulacjach dotyczących sztucznej inteligencji konkretną kategorią prawną odnoszącą się do możliwych szkód o dużej skali lub znaczącym oddziaływaniu. Samo pytanie europosłów nie oznacza oczywiście, że Komisja Europejska uzna wskazywanie źródeł pro-life za takie ryzyko. Pokazuje jednak, jak została skonstruowana debata: od „treści antyaborcyjnych” prowadzi ona aż do pytania o „ryzyko systemowe”.

Kobieta ma prawo wiedzieć, że może otrzymać pomoc

Dla Fundacji JEDEN Z NAS sedno tej sprawy jest znacznie prostsze. Kobieta znajdująca się w trudnej lub niespodziewanej ciąży ma prawo do możliwie pełnej informacji. Ma prawo wiedzieć, jaki jest stan jej zdrowia i dziecka. Ma prawo wiedzieć, jakie są konsekwencje poszczególnych decyzji. Ale ma również prawo wiedzieć, że nie jest sama i że istnieją ludzie oraz organizacje gotowe realnie jej pomóc.

– Kobieta ma prawo wiedzieć nie tylko, gdzie może dokonać aborcji. Ma również prawo wiedzieć, kto może jej pomóc, żeby nie musiała jej dokonywać. I to nie jest żadna manipulacja ani „przekaz antyaborcyjny”. To jest pełna informacja – mówi Jakub Bałtroszewicz. – W Parlamencie Europejskim nauczyłem się, że czasem naprawdę nie trzeba czytać między wierszami. Wystarczy przeczytać dokument. Tutaj informacja o aborcji jest „oficjalna” i „wiarygodna”, pomoc pro-life staje się „przekazem antyaborcyjnym”, a na końcu pojawia się jeszcze „ryzyko systemowe”. Sztuczna inteligencja najwyraźniej zaczyna być problemem wtedy, kiedy okazuje się wystarczająco inteligentna, żeby powiedzieć kobiecie: masz więcej niż jedną możliwość, a jeśli chcesz urodzić swoje dziecko – są ludzie, którzy ci pomogą. Jeśli to ma być zagrożenie, to chyba problem naprawdę nie leży w algorytmie – dodaje.

You may also like

Facebook