Francuski dziennik „Le Monde” opisał działania Stanów Zjednoczonych na rzecz ograniczenia finansowania aborcji w polityce zagranicznej jako „ofensywę przeciw prawu do aborcji”. W artykule pojawiają się także ostrzeżenia przed ograniczeniem dostępu do antykoncepcji oraz przed wzrostem liczby tzw. niebezpiecznych aborcji.
Problem w tym, że w jednym tekście połączono kilka różnych spraw, które nie są tym samym. Dotyczy to także Deklaracji Konsensusu Genewskiego (GCD), której zasady wspiera Fundacja JEDEN Z NAS wraz z organizacjami z wielu państw świata – wśród nich są także Polska Federacja Ruchów Obrony Życia i Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia – Human Life International – Polska.
Co naprawdę mówi Deklaracja Konsensusu Genewskiego?
Przede wszystkim: nie zakazuje antykoncepcji. Nie sprzeciwia się również ochronie zdrowia kobiet. Przeciwnie — mówi o dostępie kobiet do opieki zdrowotnej, bezpieczeństwie ciąży i porodu, równych prawach kobiet, edukacji i ich udziale w życiu społecznym. Jest jednak jedna zasadnicza różnica między GCD a kierunkiem promowanym dziś przez część instytucji i organizacji międzynarodowych. Deklaracja nie uznaje aborcji za prawo człowieka.
Przypomina również, że nie istnieje międzynarodowy obowiązek finansowania ani ułatwiania aborcji, a decyzje dotyczące prawa aborcyjnego należą do poszczególnych państw. To właśnie wokół tego toczy się rzeczywisty spór. Można oczywiście uważać, że aborcja powinna być traktowana jako prawo człowieka. Można też popierać finansowanie jej z pieniędzy publicznych. Ale czym innym jest takie stanowisko, a czym innym przedstawianie sprzeciwu wobec aborcji jako sprzeciwu wobec zdrowia kobiet.
Czy Stany Zjednoczone ograniczają antykoncepcję?
„Le Monde” łączy politykę antyaborcyjną administracji amerykańskiej również z ryzykiem ograniczenia dostępu do antykoncepcji. Tu także potrzebna jest precyzja. Nowe zasady Protecting Life in Foreign Assistance rzeczywiście mocno rozszerzają ograniczenia dotyczące finansowania organizacji wykonujących lub promujących aborcję jako metodę planowania rodziny. Obejmują one dużą część amerykańskiej pomocy zagranicznej. Ale sama regulacja nie wprowadza zakazu finansowania antykoncepcji. Nie zakazuje również opieki nad kobietą w ciąży, leczenia powikłań po poronieniu ani pomocy w przypadkach ciąży pozamacicznej.
Istotą nowych zasad jest coś innego: pieniądze amerykańskich podatników nie mają być wykorzystywane przez organizacje do wykonywania lub promowania aborcji jako metody planowania rodziny. To można krytykować. Można analizować skutki takiej polityki dla organizacji prowadzących szerokie programy zdrowotne. Ale nie należy przedstawiać tego tak, jakby sprzeciw wobec finansowania aborcji był automatycznie sprzeciwem wobec antykoncepcji albo pomocy medycznej dla kobiet. To po prostu nie wynika z dokumentów.
A co z milionami „niebezpiecznych aborcji”?
„Le Monde” przywołuje również badania przewidujące, że ograniczenie amerykańskiej pomocy może doprowadzić do milionów dodatkowych nieplanowanych ciąż i od 12 do 16 milionów dodatkowych tzw. niebezpiecznych aborcji. Takie liczby robią ogromne wrażenie. Warto jednak sprawdzić, czego dokładnie dotyczą.
Autorzy badania opublikowanego w „The Lancet Global Health” modelowali skutki bardzo szerokiego ograniczenia amerykańskiej pomocy zdrowotnej. Analiza obejmowała nie tylko planowanie rodziny, ale również programy walki z HIV, gruźlicą oraz ochronę zdrowia matek i dzieci. Model zakładał przy tym bardzo daleko idący scenariusz: wycofanie finansowania bez pełnego zastąpienia go pieniędzmi z innych źródeł.
Badanie pokazuje więc przede wszystkim, że gwałtowne ograniczenie ogromnych programów zdrowotnych może prowadzić do poważnych konsekwencji. Nie dowodzi natomiast, że Deklaracja Konsensusu Genewskiego albo sama zasada niefinansowania aborcji powoduje miliony niebezpiecznych aborcji. To bardzo istotna różnica.
Gdzie kończy się informacja, a zaczyna interpretacja?
Artykuł „Le Monde” jest przykładem szerszego problemu. W europejskiej debacie coraz częściej przyjmuje się jako punkt wyjścia, że aborcja jest częścią praw człowieka i zwykłym świadczeniem zdrowotnym.
Jeśli zaakceptuje się takie założenie, każdy sprzeciw wobec aborcji można później łatwo opisać jako:
- ograniczanie praw kobiet,
- atak na zdrowie reprodukcyjne,
- albo działanie przeciwko prawom człowieka.
Tyle że właśnie to założenie jest przedmiotem sporu. Deklaracja Konsensusu Genewskiego przedstawia inną wizję: można bronić zdrowia i praw kobiet, nie uznając jednocześnie aborcji za prawo człowieka. Można domagać się dobrej opieki medycznej dla kobiet w ciąży, ochrony macierzyństwa, dostępu do leczenia i pomocy rodzinom, a równocześnie uważać, że dziecko przed narodzeniem także posiada godność i zasługuje na ochronę. Fundacja JEDEN Z NAS właśnie z tej perspektywy uczestniczy w międzynarodowej współpracy wokół Deklaracji Konsensusu Genewskiego.
To jest rzeczywisty spór
Nie chodzi więc przede wszystkim o antykoncepcję. Nie chodzi też o to, czy kobietom należy zapewniać dobrą opiekę zdrowotną. Spór dotyczy tego, czy aborcja ma być uznawana za prawo człowieka, które państwa i organizacje międzynarodowe powinny finansować i promować. Jedna strona odpowiada na to pytanie twierdząco. Deklaracja Konsensusu Genewskiego odpowiada inaczej: nie istnieje międzynarodowe prawo do aborcji, a państwa mają prawo prowadzić własną politykę chroniącą życie przed narodzeniem. Można z tym stanowiskiem dyskutować. Ale określanie go jako ataku na zdrowie kobiet albo praw człowieka nie jest już neutralnym opisem faktów. Jest określoną interpretacją ideologiczną tego sporu. A Fundacja JEDEN Z NAS będzie zwracać uwagę na tę różnicę szczególnie wtedy, gdy w debacie publicznej zaciera się granica pomiędzy informacją a polityczną interpretacją.
